Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Podróże. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 września 2010

Stojak na butelkę wina

Podróże kształcą - o tym wie mam nadzieję każdy.
Moim zdaniem najbardziej kształcące są kontakty z ludźmi, ale czasami również napotkane przedmioty mogą wprawić w zachwyt i zdumienie.

Omawiany przedmiot na zdjęciu poniżej:

  
Pod spodem ten sam przedmiot w wielu wersjach:

i jeszcze więcej:

Cały stojak, to kawałek wygiętego drewienka z jedną dziurką i zdobieniami.
Zabawnie to wygląda, że takie drewienko potrafi utrzymać butelkę w poziomie. Nie wiem co się dzieje po otwarciu butelki :) ale zapewne zawartość należy dość szybko opróżnić. Stojaki te występują w różnych rozmiarach, kolorach oraz mają różne zdobienia. Cena zaczyna się od około 9$ a kończy na około 15$, choć zapewne droższe również można znaleźć.
Stojaki na wino znaleziono w Chinatown w San Francisco.

PS. Zdjęcie wrzuciłam też w profilu portalu Moje wino na fejsbuku.

niedziela, 16 maja 2010

Jugo

Podróże kształcą - to prawda którą niektórzy starają się podważać, a ja się z nią w całej rozciągłości zgadzam.

W trakcie ostatniego wyjazdu poznałam nowe słowo: JUGO. Jest to (wg wiki) ciepły i wilgotny wiatr wiejący z południa wzdłuż wschodniego wybrzeża Adriatyku. Na zachodnim wybrzeżu ten sam wiatr nazywany jest sirocco. Zazwyczaj utrzymuje się przez kilka dni, często przynosząc pogorszenie pogody – towarzyszy mu deszcz i pojawiają się mgły.
Wiatr ten wieje głównie od października do maja i potrafi wiać nawet do siedniu dni, ale zazwyczaj wieje około czterech. W pierwszej fazie jugo (dokładnie obserwując prognozy pogody) można jeszcze bardzo dobrze pożeglować (jugo to wiatr stały), jednak później warto zacumować w bezpiecznym porcie i przeczekać jego główne nadejście - poza sezonem do 10B, a także dużą falę (do 4m) tworzoną przez to, że wiatr wieje dokładnie równolegle do całego wybrzeża Adriatyku.

PS. Ciekawe czego się nauczę na kolejnej wyprawie :)

piątek, 30 kwietnia 2010

Najbliższy tydzień spędzę na Beneteau Oceanis 411 :)

Plan, to trasa na załączonym obrazku, ale plan jest na tyle ambitny, że bez sprzyjających wiatrów nie mamy szans na jego zrealizowanie.
Tak czy inaczej...

A hoj szczury lądowe :)

sobota, 6 lutego 2010

Relacja z rejsu, część 3 i ostatnia

Dziś ostatnia część relacji z rejsu i przy okazji mała lekcja żeglarstwa dla wszystkich leszczy takich jak ja :)

Oto są rybki, które często można zobaczyć pływające w wodzie

choć zdarzają się również większe sztuki, które trudniej sfotografować.

To jest jacht, którym się pływa:

a cała reszta to wrogie_jednostki_nieprzyjacielskie, które bezwzględnie należy zwalczać. Jednej nawet daliśmy radę :)

ale tylko tej jednej, reszta nam się oparła i popłynęła dalej, co wodać np. tutaj

W nagrodę pocieszenia postanowiliśmy podziwiać kwiatki, które kwitną w grudniu na wyspie Olib

lub poszukać Kapitana, który schował się za drzewem w Zadarze

lub iść na zakupy i kupić sobie nowe butki

Niestety nie mieli mojego rozmiaru.
Po zakupach zawsze robię się głodna więc po powrocie na jacht można się posilić z takich ładnych miseczek

i takich ładnych kubków


Ale wracajmy do sedna rzeczy.
Lekcja żeglarstwa

To biało-czerwone to nie jest flaga, a bandera.
To żółte przy burcie to life_lina, do której należy się przypiąć, żeby nie wypaść za burtę, bo przecież nikt by po Ciebie nie wrócił, a nawet gdyby wrócił, to niewiele by to mogło dać.

Ta lina to talia i nie należy jej dotykać, zwłaszcza gry płynie się za pomocą żagli, a ty - początkujący żeglarzu - jeśli lubisz swoje palce to trzymaj je z dala od tali :) bo możesz je stracić

To jest kabestan i też nie należy go dotykać palcami :)

Na jachcie można za to odpoczywać, pić herbatkę i nic_nie_robić

czego sobie i wam życzę.

środa, 3 lutego 2010

Relacja z rejsu, część 2

Ze względu na miliony maili z prośbami o kontynuowanie relacji z rejsu sylwestrowego, zdecydowałam się ujawnić groźne oblicze mojego Kapitana. Oto ON:

Tak, omc dr inż. Krzysztof Maternicki to MISZCZ w parkowaniu wielkim jachtem w ciasnym porcie. W dodatku jako znakomity kapitan robi wyśmienity grog.
W trakcie niespełna tygodnia przebyliśmy trasę zaznaczoną na poniższej mapie:

Te przerwy w ciągłości czerwonej kreski, to miejsca gdzie się teleportowaliśmy :)

A tutaj inne ujęcie Kapitana, tym razem na lądzie (okolice portowe w Puli):

Przy okazji, ta sama sceneria ze mną i Sznurkiem na pierwszym planie:

Zazwyczaj na wodzie pogoda nas nie rozpieszczała i trzeba się było szczelnie zapakować w sztormiaki i przypiąć szelkami do jachtu:

ale czasami pomimo zimna, deszczu i fal, udawało się przez chwilę zdrzemnąć na podgrzewanym łóżku:


Czasami było również nieco słońca. Można było sobie zrobić spacerek:

albo pogrzać się w słonku, jednocześnie obwąchując Karola:

albo poćwiczyć jogę z Pierwszym Oficerem - Hubertem:


To wszystko działo się za dnia. Nocą oczywiście grzecznie spaliśmy, ale gdybyśmy nie spali, to moglibyśmy oglądać np. takie widoki w Zadarze:


I na zakończenie zdjęcie grupowe

KONIEC, już luty, pora zacząć pracować :)

niedziela, 17 stycznia 2010

Relacja z rejsu, część 1

Obiecałam milionom czytelników :) że zamieszczę kilka zdjęć z sylwestrowego wyjazdu na rejs morski do Chorwacji.
Pierwsza część tej relacji, to jedynie kilka fotek z drobnymi komentarzami.

Miałam bardzo groźnego kapitana, który to zaraz po przybyciu na miejsce kazał mi paść na kolana. Stwierdził, że to jedyna możliwość abym z nim popłynęła.
 

Ja oczywiście tego dokonałam eksponując moją wielką pupę, a następnie zaczęłam stawać na głowie:

 

 


 



 








Na początku szło dobrze, ale później ziemia zaczęła się oddalać...
Przy okazji, zadanie na spostrzegawczość: znajdź Agnieszkę :)





Kapitan dał się przebłagać i wpuścił mnie na pokład jachtu.
Eksperyment przeżyłam i byłam zadowolona, choć do dziś mam niewielki ból głowy :)

W kolejnym odcinku ujawnię groźne oblicze kapitana.

PS. Przy okazji dziękuję Sznurkowi za poświęcenie i wejście na maszt w celu zrobienia tych ładnych fotek.
Dziękuję współspaczko :)

piątek, 23 października 2009

Karvina

W dniach 21-23 października 2009 roku byłam w czeskiej Karvinie na spotkaniu w ramach międzynarodowego projektu.
Poniżej mapa z możliwą trasą dojazdu:


Wyświetl większą mapę


W sali gdzie obradowaliśmy, znajdowało się ciekawe urządzenie: ekran + projektor wizyjny z projekcją tylną.

Podoba mi się to jako monitor komputera :)

czwartek, 15 października 2009

Góry

Dawno nie pisałam, więc kilka zdjęć na początek.
Poniższe zdjęcia zrobiłam jeszcze latem, kiedy jeszcze można było takie widoki podziwiać...





A to zdjęcie zrobione wczoraj z mojego okna

poniedziałek, 10 sierpnia 2009

sobota, 14 marca 2009

Karpacz 2

W dniach 13 - 15 marca 2009 przebywam w Karpaczu, w ośrodku Jagoda na warsztatach jogi które mam przyjemność prowadzić.

Taką drogę przebyłam aby się tutaj dostać:

Wyświetl większą mapę

Pozdrawiam wszystkich swoich uczniów - uczestników warsztatów

niedziela, 23 listopada 2008

niedziela, 16 listopada 2008

Lachestan

Będąc na międzynarodowej konferencji: International Conference on Stress Management na LNIPE w Gwalior w Indiach, miałam okazję poznać Irankę - moją rówieśnicę o imieniu Honey (a co najmniej tak je zdrabniała, aby nam ułatwić zapamiętanie imienia).
Robi ona doktorat z nauk o kulturze fizycznej w Punie - mieście dość dobrze mi znanym, gdyż jest tam instytut Jogi Iyengara i sam Iyengar też tam mieszka.

Dowiedziałam się od niej, że w Iranie używa się języka farsi lub inaczej mówiąc języka perskiego.
W języku tym pisze się od prawej do lewej i od końca zeszytu do początku. Miałam okazję pracować przez chwilę na komputerze Honey. Miała między innymi tak ustawionego Power Pointa, że znaki wypunktowania były z prawej strony tekstu, czyli tam gdzie w języku polskim stawia się kropki lub przecinki.
Honey miała również zwyczaj robić notatki w notesie, nawet po angielsku, od ostatniej strony.
Rozmawiałyśmy oczywiście o różnicach kulturowych i doszłyśmy do wniosku, że ludzie wszędzie są tacy sami :)

Najbardziej utkwiło mi w pamięci jedno słowo w języku farsi: Lachestan, oznaczające Polskę.
Prawda, że ładnie?

niedziela, 9 listopada 2008

Taj Mahal

Bardzo chciałam mieć zdjęcie na tle Taj Mahalu, będącego dowodem miłości mężczyzny do kobiety. Kiedyś nadeszła ta wiekopomna chwila i zrobiłam sobie taką fotkę :)


Oczywiście każdy, kto mnie zna, wie że lubię też sobie czasami robić zdjęcia trochę odwrotnie. Tym razem też sobie takie zrobiłam :)
Zrobiłam sobie więc oba powyższe zdjęcia :)


PS. Ci którzy mnie znają, wiedzą że te zdjęcia to fotomontaż. Przed Taj Mahalem nie można stać na głowie, bo jest zakaz i strażnicy z karabinami tego zabraniają.

piątek, 7 listopada 2008

Hinduscy transwestyci

W Indiach istnieje pewna grupa ludzi zwana hijras (czyt. hidżras).
Są to zazwyczaj transwestyci lub hermafrodyty, czasami również geje. Ubierają się w sari, noszą biżuterię i malują się. Na życie zarabiają występując w trakcie świąt i rodzinnych uroczystości takich jak np. wesela. Często można ich również spotkać w pociągach, gdzie mogą zarówno pobłogosławić za bakszysz, jak i rzucić klątwę za jego brak. Poniższe zdjęcie jest mojego autorstwa.

Tutaj znajdziecie ciekawy artykuł, na temat "trzeciej płci" w Indiach.

piątek, 31 października 2008

Zimne powitanie

Wróciłam z dalekiej podróży. W trakcie długiego lotu miałam przesiadkę.
Pierwsze co zobaczyłam w Europie to śnieg.Zurych 30 października został zasypany śniegiem po raz pierwszy w tym roku.
Szwajcarów, podobnie jak polskich drogowców - zima zaskoczyła :)
Z tego powodu pasażerowie samolotu - w tym i ja - musieli czekać ponad dwie godziny na start samolotu. Dwie godziny w samolocie, bez jedzenia (nie licząc czekoladek na pocieszenie), picia i informacji o dalszych planach wierzy kontrolnej.
Na szczęście w Polsce zimy jeszcze nie ma :)